MAŁE ŻYCIE Hanya Yanagihara


Dosłownie przed chwilą skończyłam czytać Małe Życie i odłożyłam je na bok. Leży obok, a ja śmieję się przez łzy (dosłownie, ostatnie dwieście stron przepłakałam na leżąco, a łzy ciekły mi z kącików oczu po skroniach, aż do uszu i dalej po szyi) jak bezczelny i okrutny jest tytuł tej książki. Bo sugeruje, że wewnątrz znajduje się opowieść o czymś nieważnym, marnym, bezwartościowym. 

Jeśli ktoś sugeruje się opisem z tyłu książki, że jest to historia o wchodzeniu w dorosłość, o przyjaźni może się grubo rozczarować. Bo rzeczywiście te wątki są obecne w Małym Życiu. Jest to przede wszystkim historia o brutalności, o smutku, o ludzkim okrucieństwie, braku samoakceptacji, samotności i ułomnościach. Historia Jude'a łamie wszystkie kości, przerywa żyły i rozszarpuje serce. Dosłownie. Dawno nie przeżywałam żadnej historii, jak tej. 

Cała historia Jude'a, na której się skupiamy, jest pewnego rodzaju metaforą ludzkiej egzystencji, której często się nienawidzi, kochając ją jednocześnie. Przecież na pytanie czy wolimy żyć czy umrzeć, większość wybierze pierwszą odpowiedź. 

Co ciekawe przez pierwsze 200 stron myślałam, że będzie to bardzo dobra książka, ale będę mogła jej nazwać jej arcydziełem. No cóż, wszystko się od tego czasu zmieniło i nie dziwię się dlaczego Małe Życie wywołało taką burzę w literackim światku. Bo oto mamy opowieść o ludziach i ich historiach, a nie jak to zwykle bywa o historii ludzi. Historię współczesną, choć skupiającą się na problemach, towarzyszącym człowiekowi od zarania dziejów. Język, jakim posługuje się autorka przypomina ten, który znamy z dzieł wielkich rosyjskich mistrzów — Dostojewskiego, Tołstoja, Bułhakowa. Nie ma tu językowych akrobacji, surrealizmu literackiego, potrzebnego do opisania bolesnej rzeczywistości. Wszystko jest proste. Nie ma tak popularnych ostatni wyliczeń, pauz i niedopowiedzeń. Bo o ile łatwiej wymienić towarzyszące bohaterowi uczucia, niż je opisać, czyż nie? Yanagihara stawia na jeden sprawdzony sposób — szczery, do granic możliwości dokładny opis.

A gdy wydaje się, że autorka nie może bardziej skrzywdzić bohaterów, że już najgorsze mamy za sobą, cóż... Okazuje się, że może byc jeszcze gorzej. Nie wyobrażam sobie, że czytelnik nie płacze w czasie lektury, nie ściska go w dołku, nie musi robić sobie chwili przerwy by odetchnąć. Ale to najlepsza rekomendacja tej książki, na jaką mnie stać.


Czytajcie, koniecznie.

Anna

Komentarze

Popularne posty